Zastanawialiście się kiedyś, skąd sportowcy zza oceanu są tak wszechstronnie utalentowani? Co chwila przecież docierają do nas informacje jak to zawodowy basebalista po kilku latach swojej kariery znudził się własną dyscypliną i postanowił ją zmienić.  I to nie na półprofesjonalną, a profesjonalną. Przykłady pierwsze z brzegu: Marion Jones, była cesarzowa lekkiej atletyki po aferze dopingowej BALCo zawiesiła kolce i zaliczyła debiut w lidze koszykarskiej WNBA. W połowie lat 90. Michael Jordan NBA porzucił na korzyść baseballu a Charlie Ward zastanawiał się pomiędzy stypendiami koszykarskim a futbolowym. Daje to świadectwo na temat tego, jak niewiarygodnie rozwinięci ruchowo są atleci made in USA. Ale najbardziej zadziwiają hokeiści.

Kiedy byłem w szkole średniej w Stanach na własne oczy zobaczyłem, jak mało atrakcyjny w Polsce hokej jest rozwinięty w USA. Szaleją za nim przede wszystkim biali Amerykanie oraz Kanadyjczycy (patrz finał ostatnich Zimowych igrzysk olimpijskich w Vancouver). Już w wieku kilkunastu lat spośród swoich równolatków odznaczają się robiącą wrażenie wytrzymałością oraz siłą. Gdyby wziąć atletykę, szybkość czy sprawność liderami są piłkarze nożni, zawodnicy futbolu amerykańskiego czy chociażby koszykarze. Ale jeśli chodzi o zawodników hokeja zdecydowanie odstają od reszty na siłowni, judo, zapasach czy chociażby… sportach siłowych. To mający swoich idoli w NHL, marzący o grze w tamtejszej lidze, wieszający na ścianach podobizny swoich idoli kilkunastolatkowi to najciężej pracujący sportowcy. Oprócz treningów tlenowych latem, podczas przerwy w sezonie uprawiają podnoszenie ciężarów, boks, lacrosse lub inne sporty, które byłyby w stanie im pomóc na lodzie. System szkolnictwa w Ameryce skonstruowany jest tak, że w ciągu roku szkolnego praktykuje się co najmniej dwie różne dyscypliny sportowe. Młodzi hokeiści zwykle preferują wyżej wypisane. Hokej, a zwłaszcza amerykańska NHL, są tak trudnymi wytrzymałościowo wyzwaniami że bez odpowiedniego przygotowania motorycznego nic się nie osiągnie.