Od jakiegoś czasu widzę, że aktualnie to już wszystko musi być naturalne i ekologiczne. Od naturalnych metod poczęcia potomków po naturalne jedzenie. Od ekologicznych opakowań w markecie po ekologiczne samochody. Moim serduchem jestem za, ale uważam, że jak z wszystkim nie powinno się przesadzać.
Więc, gdy usłyszałem od mojej żony, że od teraz ma w planach używać tylko organiczne kosmetyki naturalne to zobaczyłem oczami wyobraźni jak chudnie mój portfel, a księgowa powtórnie będzie marudzić, że znowuż spóźniam się z przelewem na skarbówkę.
Balsamy to oczko w głowie mojej małżonki, więc z początku strzeliła focha a po pewnym czasie podeszła mnie jak zwykle i zakomunikowała, że z pewnością chciałbym żeby zawsze wyglądała dla mnie ślicznie – nawet za 100 lat. Serce mi zmiękło i zgodziłem się na miesięczny eksperyment.
Nie jestem fanem zakupów, ale w tym przypadku postanowiłem wybrać się z nią do marketu. To na wypadek żeby kobiety w sklepie nie odnalazły tego wyłącznika zdrowego rozsądku u mej żony. Poszliśmy do najbliższej galerii i tam na mapce przy wejściu znaleźliśmy drogerię (jestem przeświadczony że to słowo pochodzi od „drogo”). Kosmetyki naturalne nie są jeszcze chyba zbyt znane, bo w odnalezieniu odpowiedniego działu była zmuszona nam pomóc sklepowa. Jak usłyszała że żony marzeniem są naturalne kosmetyki ekologiczne to oczy się jej zaświeciły i zamiast nam pokazać gdzie go szukać – po prostu nas tam poprowadziła. W tym czasie szukała tego dziwnego guzika o którym już pisałem.
Wizytacja w drogerii, choć nadzwyczaj pouczająca, nie skończyła się wielkimi nowymi nabytkami ponieważ postanowiłem że pojedziemy do mieszkania i poszukamy kosmetyki naturalne w sieci. Wydatki prawie połowę tańsze, w związku z tym pozwoliłem wydłużyć eksperyment do trzech miesięcy. O wynikach nie omieszkam napisać, bo gdy zdobędę jakąś wiedzę to chcę się z nią dzielić. W tej chwili wsio wygląda obiecująco.