Nie cierpię siatkówki. Nie śledzę jej, ani w na srebrnym ekranie, ani na żywo. A już na pewno w telewizji na żywo. Okiem rzucić raczę na nią tylko od święta i to wyłącznie z zastrzeżeniem, że jest to „plażówka” w wersji damskiej. A i wtedy moje oczy skupiają się nie tyle na tym, czy piłka rzeczywiście jest na aucie, a raczej na zagranie, którą jedna siatkarka pokazuje drugiej na swych czterech literach. Moim myślom bliżej potańcówce na Ibizie niż siatkarskiej rywalizacji – liczeniu oczek, szacowaniu szans, obstawianiu rozstrzygnięć.

Kilkakrotnie rozmyślałem czym może to być podyktowane. Spotkania naszych reprezentacji na najważniejszych imprezach globu przyglądam się wyłącznie z kibicowskiego obowiązku m.in. po to, aby przy rozmowach przy piwie, które zwykle zaczynają się sportem a dopiero potem przechodzą na tematy darmowego porno, nie odstawać od innych.

Podczas imprez sportowych miodem dla moich uszu jest słuchanie hymnu Polski, a siatkówka okazji na zapoznanie się z coraz to nowymi odmianami narodowej nuty stwarza co chwila – to też pewnie jakiś argument. Ale dlaczego nie mogę się zmusić do śledzenia wszędobylskiej medialnie Plus Ligi nie mam pojęcia.

Siatkarscy eksperci z całej Europy są zgodni – Plus Liga jest jedną z najmocniejszych na świecie. Występowanie w niej dla zagranicznych zawodników nie jest jeszcze tak opłacalne jak np. w Rosji czy Włoszech, choć skoro w kraju ciągle zdecydowali się pozostać np. Mariusz Wlazły czy Bartosz Kurek a wracają do niego kolejni reprezentanci Polski, oznacza to, iż pieniądze są. I to spore.

Plus Liga obecna jest nie tylko na platformie cyfrowego Polsatu, ale również w otwartym kanale stacji Zygmunta Solorza, a nawet w TV4. Rozgrywki śledzi coraz więcej osób, do hal ściągają dzikie tłumy. Liczy się już nie tylko Skra, ale także Jastrzębski Węgiel, Zaksa, Resovia, co oznacza konsekwentny wzrost sportowego poziomu każdego roku.
Czemu więc lepsza polska (s)kopana albo oglądana przez 3 tysiące miłośników liga koszykarska ? Bo między przeciwnikami nie ma siatki.