Amerykańska NBA do PLK ma się jak krowa do Krówki. Niby chodzi o to samo, niby po parkiecie chodzi taka sama liczba koszykarzy, niby kosz zawieszony jest na tej samej wysokości. A jednak wszystko jest kompletnie inne. Najlepiej wielki dystans dzielący PLK od tych amerykańskiej NBA uwidoczniły coroczne pojedynki gwiazd obu profesjonalnych lig (tak tak, PLK jest ligą profesjonalną…). Ich rozmach i organizacyjny ład.
Tegoroczny Mecz Gwiazd NBA miał miejsce w Dallas. Właściciel miejscowej drużyny Mavericks, obrzydliwie bogaty Mark Cuban znany nie tylko z występu w amerykańskiej wersji Tańca z Gwiazdami ale także (a może przede wszystkim) z imponującej hojności oraz łatwości z jaką wydanie sumy z sześcioma zerami. Gdy Cuban w końcu wywalczył dla „swojego” miasta organizację Meczu Gwiazd NBA od samego początku poinformował, że takiego meczu świat jeszcze nie wiedział (a przynajmniej ten koszykarski). Jak powiedział, tak zrobił. Na arenie stadionu Dallas Cowboys było 108 tysięcy fanów, którzy obserwowali występ najlepszych koszykarzy NBA. I bez znaczenia, że zdecydowana większość swe oczy wlepiała w umieszczony pod kopułą areny telebim. Oczywiście w rozmiarze XXL. Bo Amerykanie wszystko muszą mieć największe, najlepsze, najokazalsze – po prostu the best.
Inaczej w kraju nad Wisłą. Włodarze polskiej ligi święto basketu postanowiły w tym roku nadać miastu, które drużyny ekstraklasowej… w ogóle nie ma. Do hali Globus w Lublinie wejść mogło 4 tysiące osób, ekranu nie było, spiker niedopisywał. I znowu, podobne jak w Ameryce były tylko kosze, boisko, liczba koszykarzy będących po boisku…
Występ indolencji dali organizatorzy. Co prawda popisy cheerleaderek z Wrocławia oraz Trójmiasta a także gościnny występ latającej grupy tanecznej „Ocelot” były oszałamiające, lecz kilku minutowa cisza chwilę po nich już mniej. Ze względu na transmisję telewizyjną spotkanie musiało się nieco opóźnić, czego nikt nie potrafił przewidzieć. W tym czasie spiker nieudolnie próbował rozweselić fanów swoimi dowcipami a także zachęcać ich do meksykańskiej fali. Rzeczywiście, było z czego się weselić…
Zostaw ślad