Nie cierpię siatkówki. Nie śledzę jej, ani w na srebrnym ekranie, ani na żywo. A już na pewno w telewizji na żywo. Okiem rzucić raczę na nią tylko od święta i to wyłącznie z zastrzeżeniem, że jest to „plażówka” w wersji damskiej. A i wtedy moje oczy skupiają się nie tyle na tym, czy piłka rzeczywiście jest na aucie, a raczej na zagranie, którą jedna siatkarka dalej